Baza wiedzy z medycyny estetycznej, ogólnej i medycyny chińskiej. Zdrowy Portal!

Oszustwa na temat bioterapii

Wtedy właśnie nadchodzi pierwsza riposta z sekretariatu naukowego Wydziału VI Nauk Medycznych PAN. Paramedy- cyna nie zastąpi medycyny klinicznej – taki był tytuł komunikatu. Ostrzegał on przed rezygnacją z leczenia medycznego i oddawania się w ręce uzdrawiaczy oraz ukazywał niebezpieczeństwo, jakie tego rodzaju praktyka niesie. Komunikat stwierdzał, że „prowadzone są badania dotyczące m.in. radiestezji, bioenergoterapii i innych zjawisk”. Społeczeństwo zostało ostrzeżone i każdy z pewnością wyciągnął z lektury Komunikatu odpowiednie wnioski.

Przypuszczam, że pojawiło się także w tamtym okresie na obrzeżu bioterapii wielu oszustów lub szarlatanów. Wszystko, czemu przypisuje się pewną wartość, jest podrabiane: obrazy dawnych mistrzów, stare ikony, stara broń itd. Ci, którzy cokolwiek podrabiają, dają tym samym świadectwo pierwotnej wartości przedmiotu podrabianego. Ci, którzy mają do nas pretensje o podrabianie bioterapii, nie chcą zapewne pamiętać o oszustach, działających na polu medycyny tradycyjnej. Artykuł Pajęczyna, zamieszczony przed kilku laty w „Prawie i Życiu”, opisał np. praktyki współczesnych szarlatanów współdziałających na dodatek z lekarzem.

Po ostrzeżeniu Naukowego Sekretariatu Wydziału VI Nauk Medycznych PAN w prasie zaczynają ukazywać się artykuły napisane przez lekarzy. Rozpoczyna się trwająca przez dwa lata batalia, przybierająca coraz ostrzejsze formy. Jednym z pierwszych tego typu artykułów był Jeszcze raz o bioenergoterapii – prof. Marii O. – zamieszczony w „Przeglądzie Tygodniowym” z września 1983 r. Pani profesor (wówczas jeszcze docent) pisze o zabieraniu przez rodziców dzieci chorych na białaczkę z jej kliniki. Kiedy po pewnym czasie dzieci te wracają do niej, są na ogół w takim stanie, że nie można ich już uratować. „Nie jest moim zadaniem zwalczanie tej metody leczenia – pisze pani profesor – Nie znam się na bioprądach. Nie jest wykluczone, że niektórzy ludzie mają zdolności emanowania większej ilości energii. Czy jednak jest to siła tak ogromna, by zabić komórki nowotworowe uformowane w lity guz czy nawet rozproszone? Czystym nonsensem wydaje mi się stosowanie bioenergoterapii u dzieci z zespołem Downa (wrodzony niedorozwój mózgu), z wrodzonym zespołem porażeń spastycznych, z zanikiem nerwu wzrokowego (…). Bioenergoterapia w chorobach nowotworowych nie ma naukowego uzasadnienia. Bioterapeuci zanim zaczną stosować leczenie metodą dotyku rąk, powinni się upewnić, czy chory z nowotworem jest objęty opieką specjalistyczną. W drastycznych przypadkach nierozważnego postępowania rodziców, lekarze powinni mieć możliwość uzyskania na drodze sądowej zgody na pozbawienie władzy rodzicielskiej, przynajmniej na okres leczenia szpitalnego dziecka z chorobą nowotworową”.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.